Nie wielu pamięta tamte straszne wakacje. Nic w tym dziwnego, większość nie żyje. Ci jednak, którzy przeżyli, obecne milczą, bojąc się tego, co nadejdzie po tym, jak zdradzą..
Część wyjechała, reszta została. Ja jestem z tych drugich. Zostałem, by wspomagać tych pozostałych. Tylko ja im zostałem, inni się odwrócili...
Opowiem wam jednakże tą historię, nawet jeśli czeka mnie śmierć. Chce, by pamiętano, że nie zginęliśmy na marne.
Nasza opowiastka zaczęła się przed pięciu laty, na wakacjach 2010 roku. Jestem osobą która często spotykała się ze swoją paczką, która liczyła AŻ dziesięć osób. Cristian, Pauline, Karoline, Angeline, Brad, Kate, Michael, Andriej - który był Polakiem jak ja - Alex i właśnie ja, Kamil. Przed dwoma miesiącami ostatni z nas przekroczył limit osiemnastu lat. Postanowiliśmy więc, że wyjedziemy na wakacje do starej willi, czterdzieści kilometrów na zachód od naszej mieściny. Dom należał do wujka Cristiana, który przed paroma miesiącami gdzieś wyjechał. Willa więc stała pusta, czekając aż ktoś ją zasiedli. Skorzystaliśmy z okazji, dlatego tez, gdy wybił ostatni dzwonek, wsiedliśmy do samochodów i wyjechaliśmy. Szykowała się naprawdę dobra impreza. Szkoda, że tylko szykowała..
***
Do willi dojechaliśmy pod wieczór. Dom był ogromny! Dziesięć pokoi na dole, kolejnych dziesięć na piętrze. Basen na tyle, duży taras, luksus wręcz! Wszyscy się rozbiegliśmy po piętrze, zajmując pokoje. Nikomu nie chciało się spać na dole, na parterze. Tam mieszkali tylko słąbi, jak to zwykli mówić..
Mój pokój był na końcu korytarza. Gdy tam pierwszy raz zawitałem, zaniemówiłem. Był ogromny, ale dobrze zagospodarowany. Mimo dużej ilości różnorakich mebli, oraz wielkiego, delikatnego w dotyku łoża, on się nie zmniejszał.
"Mhm.. Będzie gdzie spać, hihi" - tak wtedy pomyślałem. Skąd miałem wiedzieć, że tą noc spędzę na czym innym, niżeli spanie?
Zawołano mnie na ognisko, więc rzuciłem szybko torbę i zbiegłem na parter. Paczka już tam czekała, chyba tylko na mnie. Nie wyłapałem bowiem, by kogoś innego nie było.
- No co jest, idziemy się bawić! - zachęciłem ich gromkim okrzykiem, wypadając wręcz przez drzwi na taras.
Ruszyli oczywiście za mną, dzięki czemu chwilę potem wszyscy byliśmy na małej polance, gdzie z ogółu paliło się ognicho.
To wtedy pierwszy raz poczułem to coś. Jakby ktoś mnie obserwował. I to bacznie, tak bez przerwy.. Teraz, jak o tym myślę, to chyba widziałem parę oczu pomiędzy krzakami na wschód od nas. Nie wiem, naprawdę nie wiem czy to prawda. Jeśli tak, oznaczałoby to, że już wtedy on nas... Nie, nie powiem wam teraz. Musicie pierw usłyszeć wszystko po kolei, od początku..
Uczucie to minęło po paru minutach, więc raźno ruszyłem za resztą. Nie zwracałem uwagi na mętlik w głowie, zrzuciłem to na przemęczenie podróżą. Myliłem się.
Ognisko zostało szybko rozpalone. Przynieśliśmy wódkę, piwo oraz parę przekąsek. Byliśmy pełnoletni, nie musieliśmy się w niczym chamować.
Wygodnie się rozsiedliśmy, otwierając każdemu piwo i zaczynając pogawędkę..
***
Wieczór mijał bardzo szybko. Zlatywało nam na piciu, jedzeniu oraz gawędzeniu. Czyli wieczór, jaki sobie wymarzyliśmy.
Niektórzy z nas, byli jednak już zmęczeni. Byłem jednym z nich, toteż zebraliśmy się małą grupką i chwiejnie wróciliśmy do willi. Wbiłem ostrożnie do swojego pokoju, gdzie.. zamarłem. Widziałem tam jakąś wysoką postać, która w ręce trzymała ogromny topór. Spoglądała na mnie. Zamrugałem, ona jednak nie chciała zniknąć.
-Co jest? - Kate złamała mnie za ramie..
Odwróciłem się do niej, potem znów na pokój. Postaci już nie było.
- Nic, nic... Przewidziało mi się.. - odparłem niepewny. Może zbyt dużo alkoholu?
Ona tylko mruknęła, ciągnąć mnie do łóżka. Ruszyłem bez większego oporu, by już kilkanaście minut później, zabawiać się z nią.
***
Nad ranem usłyszałem krzyk, lecz nie zwróciłem na to większej uwagi. Przytuliłem się do nagiej Kat, zasypiając w jej objęciach.
- Kamil, kurwa! Wstawaj! - rozległ się krzyk Andrieja, który z impntem wpadł do pokoju.
Kate nadal naga, z ręką pomiędzy nogami, szybko schowała się pod kołdrę.
- Mich... Michael zginął! - momentalnie na tą informacje otworzyłem oczy, wyskakując z łóżka i ubierając się.
- Co?! - z krzykiem wręcz, wybiegłem z pokoju.
Cały dom był pusty, wszyscy już zdążyli pójść w stronę ogniska. Tylko ja zostałem jeden, sam. Pobiegłem za Andriejem, chcąc dowiedzieć się, co się stało...
***
Wszyscy tam byli, gdzie wczoraj paliliśmy ognisko. Staliśmy nad nim, płacząc i tuląc się.
Dobiegłem zmachany, nie wiedząc co zobaczę.
Wszyscy, co do jednego płakali, nawet ja. Michael leżał pode mną, spalony aż do kości. Twarz jego w grymasie przeogromnego strachu, spoglądała na każdego z osobna.
- Jak zginął? - zapytałem, gdy w końcu udało mi się jakoś pozbierać.
- Musiał wpaść do ogniska.. On miał je wczoraj gasić... - zapłakana Angelika, odparła z trudem spoglądając na ciało. M. był jej chłopakiem.
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Ta wersja była przekonująca, jednak... każdy z nas zwrócił uwagę na to, że miał parę ran na głowie.. Jakby został ogłuszony, potem dopiero wrzucony do ogniska. Miałem dziwne przeczucia.
Wolałem o nich jednak nie mówić, to nie było pewne..
- Co robimy? - zapytałem w końcu
- Chowamy go i wyjeżdżamy. Nie chce tu więcej być.. - odparł beznamiętnie Cristian.
Więc... Było wszystko jasne. Wzięliśmy się do roboty. Przenieśliśmy ostrożnie ciało, wykopaliśmy także dół. Zajęło nam to jednak większość czasu, a nie chcieliśmy jechać na noc. Byliśmy także zmęczeni.. Rozeszliśmy się więc po pokojach, by odpocząć. Zbiórka była ustawiona na dziesiątą rano, wtedy też mieliśmy wyjechać. Nie wiedziałem, że ta decyzja mogła kosztować nas życia kolejnych osób.
***
Kate obudziło w nocy skrzypienie podłogi w jej pokoju. Ostrożnie otworzyła oczy, zerkając. Była świadkiem, jak ktoś wychodzi z jej pokoju. Z początku, myślała że to któryś z chłopaków. Ale? Tak późno? Wszyscy już spali, to nie mógł być żaden z paczki.
Serce zaczęło jej szybciej walić, strach ogarnął większość jej ciała.
Narzuciła powolutku coś na swoje ciało, po czym delikatnie pokuśtykała do drzwi. Uchyliła je delikatnie, szybko skacząc na korytarz.
Wszędzie panował nieprzenikniony mrok. No.. prawie wszędzie. Na końcu korytarza, świecił się mały punkcik. Ono.. się ruszało! Ktoś tam szedł, trzymał w łapie najwyraźniej świecie, która miała mu posłużyć na oświetlenie.
- Meh... Nie róbcie sobie jaj, chłopaki... - warknęła do siebie, nasuwając okrycie jeszcze bardziej. Nie miała na sobie nic innego, tylko to ją chroniło przed zimnem. Dlatego też, trząsła się jak opętana, gdy przemierzała ciemny korytarz.
Zwiększyła tępo kroków, chcąc dogonić podejrzaną personę. Jeszcze pięć, jeszcze dwa! Wyszła z rogu, trafiając prost na czekającego na nią mężczyznę...
***
Obudziłem się pierwszy, nie słyszałem bowiem, by ktoś z innych się gdzieś pałętał. Wstałem, na szybko się ubrałem i zszedłem do kuchni.
Miałem rację, nikt jeszcze nie wstał. Wyciągnąłem więc parę jaj, oliwę i patelnie.
Wylałem ją na patelnie, rozbiłem jajka i zacząłem smażyć. Domownicy zaczęli się budzić, a przed wyruszeniem trzeba coś zjeść..
Pierwszy zszedł Cristian, potem Pauline, Alex, Andriej, Angeline i Brad. Nie było Kate, jak i Karoline.
- A te gdzie? - zapytał Alex, na co spojrzałem na niego pytająco.
- Pewnie śpią, dajcie się im wyspać. Do wyjazdu jeszcze dwie i pół godziny, a te przez pół nocy chodziły po domu i się nabijały.
- Aha... - odparłem z cichym śmiechem, nakładając jajecznice na talerz kolegom i zasiadając do stołu. - Czekaj... Powiedziałeś, że co robiły...? - zwróciłem natychmiast uwagę na słowa przyjaciela.
- No.. Chodziły... - wyjąkał, zdając sobie momentalne sprawę z tego, co właśnie sam powiedział. Wszyscy jak oparzeni odskoczyli od stołu, migiem pędząc do ich pokoju. Ja także..
Drzwi otworzyły się z hukiem, część z nas wparowała do pokoju Kate. Nie było jej.
- Musimy ją znaleźć, szybko! - płakałem wręcz, a gdy usłyszałem krzyk tamtej grupy, zamarłem.
Nie mogłem się jednak załamać. Musiałem ją odnaleźć.. Musiałem! Pewna sprawa jednak, roztrzaskała moją duszę na małe kawałeczki...
Pobiegliśmy bowiem do pokoju Karoline, gdzie krzyknęli przed chwilą inni.
To, co tam zobaczyłem.. Masakra. Dziewczyna była przybita gwoździami do ściany, rozpruta jak nędzne zwierze. Flaki spływały jej z brzucha.
Nad nią.. widniał napis... "To nie koniec dzieciaki, to początek..."
***
Karoline także w nocy zbudziła się na dźwięk kroków, jednakże nie w swoim pokoju, a na korytarzu. Nie zastanawiała się długo, myślała bowiem że koledzy skaczą z pokoi do pokoi. Nie ubierając się nawet zbytnio, wstała spokojnie z łóżka i w samej bieliźnie skierowała swe kroki w stronę drzwi. Chwyciła klamkę i otworzyła drzwi...
Stał w nich on, ten który nie należał do ich paczki. Uderzył ją w brzuch, potem z kolanka uderzył w twarz. Gdy kobieta padła obolała na ziemie, rozebrał się od pasa w dół i ją zgwałcił. Szybko, mocno.. Bez litości, nie cierpiał litości..
Gdy skończył, dziewczyna ledwo żyła.. Chwycił ją wtedy, podniósł do ściany.. Wyciągnął z torby maszynkę z gwoździami, po czym przybił.. Ręka, druga. Noga, druga noga.. Potem głowa.
Na sam koniec rozciął jej brzuch, by flaki wypłynęły na wierzch.
- Słodka z Ciebie dziwka była... - mruknął do jej ucha, gdy ostatni dech wyleciał z ciała tejże kobiety..
***
Poszukiwania trwały w najlepsze. Chociaż Karoline zginęła, mieliśmy nadzieje że chociaż Kate jeszcze nie umarła. Wszyscy, co do jednego żywego, biegali po posesji. Osobno, nie dali rady. Wróciliśmy pod drzwi, gdzie mieliśmy zacząć szukać razem. Wtedy.. Odnaleźliśmy nowy ślad. Na ziemi, pod jednym z drzew, dojrzeliśmy szlafrok. Podbiegłem pierwszy.
- To jej! - wydarłem się wręcz, patrząc na boki jak opętany. Nigdzie jej nie było, niestety..
W końcu, tak nagle.. wpadłem na pomysł, o którym całkowicie zapomniałem. Zadzwonię!
Wyciągnąłem fona, wybrałem jej numer i... Poczułem krople na głowie. Spojrzałem w górę, na piękną koronę drzewa i.. zamarłem. Tam, wśród tych wszystkich gałęzi, wisiała moja dziewczyna. Rozszarpana, podziurawiona, wisiała na gałęzi. Przerażający widok...
Pamiętam, co wtedy czułem.. Wielki ból, uczucie pustki, niewyobrażalną bezsilność.
Zaślepiła mnie chęć zemsty, chciałem zabić tego, który jest za to odpowiedzialny. Byłem gotowy na wszystko.
- Znajdę Cię, zabije i dam psom na pożarcie! - darłem się, zalany krwią dziewczyny, jak i swoimi łzami.
- Uciekajmy! - namawiał nas Brad. Przyjaciele chwycili mnie, po czym pobiegliśmy w stronę samochodów.
***
Większość aut była rozwalona, zostały tylko dwa. Musieliśmy się jakoś zebrać. Brad, Alex i Cristian skoczyli do aut, próbując je odpalić. Reszta obserwowała teren.
Wtedy.. Pojawił się on. Potężnej budowy mężczyzna, w starej masce z drewna, ogolony na łyso. Patrzył na nas morderczym wzrokiem, przez te swoje otworki. Wymierzył szybko swoją mini-kuszą w nas, strzelając do Andrieja. Dwa bełty wtopiły się w klatę chłopaka, uśmiercając go raz na zawsze.
Nie mieliśmy szans, musieliśmy uciekać czym prędzej.. No... Może przynajmniej oni, ja chciałem się zemścić.
Jest! Auta zostały odpalone, dziewczyny odjechały, Alex... On czekał niedaleko bramy na mnie, chociaż wiedział że pewnie już nie wrócę.
Ja natomiast uciekałem. Unikałem jego strzał, chciałem jak najdłużej przeżyć.. Może dlatego chwyciłem wtedy ten kamień, cisnąc nim w niego. Trafiłem w maskę, ta się złamała i... ukazała jego oblicze. To był wuj Cristiana! Szybko zrobiłem zdjęcie, po czym szybko uciekłem... Alex już miał odjeżdżać, gdy z impentem wryłem się w drzwi i siadłem do środka.
- Jedź! - rozkazałem.. Z piskiem opon odjechaliśmy, zostawiając tego psychopatę na tyle..
Do normalnej cywilizacji dotarliśmy niedługo potem, wyczerpani ostatnimi wydarzeniami. Wszyscy rozeszliśmy się po domach, nie chcieliśmy o tym póki co rozmawiać.. Pokazałem im jedynie zdjęcie tego oprawcy i obiecałem, że zgłoszę to na policję.. Nie zgłosiłem. Wiedziałem, że i tak go nie złapią.
Nasze życie nie wróciło już do normy. Tydzień po tamtych wydarzeniach, Angelika i Pauline zabiły się, a Cristian stracił poczytalność. Alex i Brad wyjechali z mieściny do Nowego Yorku, gdzie prowadzali razem cukiernie. Potem, według moich danych, zostali zabici w napadzie. Z żyjących, zostałem ja i Cristian.. który obecnie przesiaduje w zakładzie psychiatrycznym. Często go odwiedzam, opowiadam o świecie. On jednak mało się odzywa.. Ma traumę.
Teraz, gdy poznaliście tą historię.. mam nadzieje że będziecie myśleć, gdzie wybieracie się na wakacje. A teraz... Żegnam was. Słysze bowiem otwieranie drzwi, mój oprawca przybył...
***
Uf! To tylko Ojciec, z roboty wrócił. Ale.. czekajcie... Mój Ojciec nie żyje od przeszło piętnastu lat.. O nie...
***
Zaniepokojeni sąsiedzi wezwali policję. Od paru minut dało się słyszeć bowiem krzyk w domu obok, a gdy ustal - zauważyli rosłego mężczyznę, który osłonięty drewnianą maską uciekł z miejsca zdarzenia.
Gdy wezwany oddział przybył na miejsce, znaleziono martwego chłopaka, rozprutego i przybitego do ściany. Nad nim widniał napis.. "To dopiero... początek"